Gościu wstąp na chwilę…

…i zostaw swoje milion dolarów :D

Czyli Księga Gości.

Jeśli chcesz napisać: „blog jest fajny, ale autorka jest głupia”, albo „pewnie jesteś brzydka jak noc, skoro nie możesz sobie znaleźć porządnego Polaka, tylko się prowadzasz z jakimiś Szwajcarami” to to jest właśnie to miejsce!

Stworzyłam je, bo w sumie wiele ogólnych komentarzy co do bloga i mnie pojawiało się pod konkretnymi artykułami.



59 Responses to Gościu wstąp na chwilę…

  1. Jo pisze:

    I w momencie, kiedy stworzyłam miejsce na komentarze o blogu, owe komentarze o blogu się urwały :D
    Dam jeszcze miesiąc szansy temu miejscu, a potem likwiduję! I piszcie, gdzie sobie macie ochotę!

    • ~margaret pisze:

      Blog jest fantastyczny, „uśmiałam się po pachy”. Humor , dowcip i trafność oceny poprzez wyjątkową kulturę słowa to rzadkie cechy. Można Polko, Polaku ? ano można używać trafnych ocen innego kraju i cudownych Szwajcarów polskimi zawiłościami metafor i porównań. Nigdy nie byłam w Szwajcarii, ale wybieram się właśnie i te wyważone w prawdzie ocenki, przytoczone dykteryjki dają mi wiele do myślenia.Ale cóż może mnie praca w Polsce lubi . Za to tzw. ‚WYNAGRODZENIE’ za pracę jest nieporównywalne w stosunku do moich kosztownych kwalifikacji. Reżyseria filmowa 28 000zł,Oligo 4000zł, logopedia 8000tys. -podyplomowe. Ja zarabiam 2300 brutto en plus 20% wysługa lat.Tam zarabia się 6 700fr ……. hmm ,no cóż. Pozostawiam ocenę słuszności celu podwyższania swoich kwalifikacji mojej ojczyzny czytelnikom.Pozdrawiam serdecznie z przylepionym uśmiechem do anonimowej blogerki …lub blogera …no ,no s.v.p. bez podtekstów, ahoj Szwajcario…

    • ~Betty pisze:

      Jakbyś kiedyś miała ochotę na kawę w Genewie, to ja chętnie :) SUper blog!

      • Jo pisze:

        Pewnie… Tylko jeśli ja mam jechać do Genewy, to chyba za miesiąc – mam teraz przekichane z pracą. Ale zapraszam w okolice Morges na kawę! Z tym nie ma limitów :P Napisz mi na fb lub maila: jlampka@gmail.com

  2. ~Dorota pisze:

    blog jest super, dajesz nadzieję tym którzy nie są przekonani do wyjazdu do Szwajcarii a chyba będą musieli

  3. ~aga pisze:

    Super że jest taki blog bo zamierzam wyjechać z rodziną do Szwajcarii i dowiaduję się tutaj wiele ciekawych rzeczy

  4. ~raffi pisze:

    Blog jest ekstra, bo można sobie poczytać o tym super-kraju. Malutkim, a takim innym, niż nasza szara, polska, sięrmiężna rzeczywistość. Z której czasem udaje mi się na parę dni uciec. Najchętniej do Szwajcarii właśnie.

  5. ~Asiula pisze:

    Naprawdę fajna sprawa! Tak się składa że ja również mieszkam w tym samym kantonie i wiele rzeczy się dowiedziałam. A ile śmiechu przy tym…Czekam z utęsknieniem na dalsze.

  6. ~Jacek.S pisze:

    Super blog, trafilem tu z przypadku. Przeczytalem Twoje wszystkie arty przy przy czerwonym vino d’italia z kartoniku, ciekawe przezycie ;) Mnie juz 1,5 roku w Swiss stuknelo, fajnie jest natrafic na takiego bloga jak Twoj, super sie czyta, nie przestawaj ;)

    pozdrawiam z Zurychu!
    Jacek

    • ~Marcin pisze:

      Witam
      Chcę wyjechać na początku kwietnia do zurychu w poszukiwaniu pracy,mam pytanie czy nie pomożesz mi kolego w urzędzie załatwić zezwolenie na kategorii L-EG/EFTA gdyż słabo mówię po niemiecku,oczywiście zapłacę ci za pomoc.
      Pozdrawiam Marcin

  7. ~Góral niskopienny pisze:

    Dzisiejsza 85 rocznica urodzin mojej ulubionej aktorki Audrey Hepburn sprawiła że chciałbym się podzielić historią moich „przypadków”, a więc po kolei, 1 przypadkiem jeszcze w Polsce trafiłem na ten blog, pomyślałem dziewczyna ma szczęście, wyrwała się z ciemnogrodu, 2 przypadkiem od znajomego dostałem propozycję wyjazdu do pracy do…..Szwajcarii bo ktoś tam nie mógł i właśnie pomyślał o mnie, jestem więc w Lozannie i remontuje drewniany dom tak około 400 metrów kwadratowych, oczywiście nie sam jest nas tu ośmiu, 3 przypadkiem trafiłem w internecie na info że w Tolochenaz w Szwajcarii jest grób Audrey Hepburn, skojarzyłem że jak jechaliśmy do Genewy to mijaliśmy taki drogowskaz, poszukałem u wujka Googla i znalazłem że to jest około 7 km ode mnie więc wybrałem się którejś pięknej niedzieli na spacer i powiem szczerze że ledwo wróciłem, ale jeszcze na temat Szwajcarii, mimo że tu jest na prawdę pięknie i bogato z radością wrócę do Polski,

    • Jo pisze:

      Ja też naprawdę lubię Audrey Hepburn! A na jej grób też kiedyś muszę się wybrać. 7 km na piechotę, w obie strony 14…łał! Ile Ci to zajęło?

      • ~Góral niskopienny pisze:

        Cześć, cieszę się że przeczytałaś mój wpis, zajęło mi to około 5 godzin bo potraktowałem to bardziej jako spacer ze zwiedzaniem niż marsz, lubię robić zdjęcia i zbierać pamiątki, przy grobie znalazłem czarny kamyk z białą kreską i uznałem że jest bardzo na temat, byłem tam w ostatnią niedzielę (na rowerze) bo gdzieś mi zginęły zdjęcia które tam zrobiłem, a chcę mieć pamiątkę, pozwolenie mam do końca maja to może jeszcze się gdzieś wybiorę, może coś byś mi poleciła tak 10-15 km od St. Sulpice, zamek Vufflens już obejrzałem przy okazji, pozdrawiam.

        • Jo pisze:

          Jeśli chodzi o szlaki do chodzenia/jazdy na rowerze niedaleko St. Sulpice (gdzie notabene mieszkałam przez rok!) to polecam dolinę rzeki Venoge – sielsko i spokojnie. Oczywiście St. Sulpice ma wspaniały kościółek, jest zawsze otwarty, także można sobie wejść i pomedytować. Dalej – St. Prex jest bardzo fajne, ma przepiękne stare miasto i możesz tam z łatwością dojechać na rowerze. Wybierz się też kiedyś na drugą stronę Lozanny – do Pully, a potem do Lutry. A jak tam już będziesz możesz się przejść po winnicach Lavaux – piękne widoki gwarantowane!

  8. ~Vion pisze:

    Myślę że kilka lat temu na temat „Szwajcaria”, tak jak większość ludzi na tym świecie powiedziałabym „Meh… burżuje.” I tyle by mnie to obeszło.
    Los jednak zechciał, że szalenie zaczęłam uwielbiać ten kraj. W sumie z naprawdę głupiego nagromadzenia czystych przypadków, których może nie będę tu przytaczać bo aż wstyd.
    Zajebiście się czyta twoje wpisy. Zawsze poprawiają mi humor.
    To jest taki świetny kraj (nie ubliżając innym), a tak mało w Polsce o nim wiadomości. Człowiek chciałby chłonąć jak najwięcej, jednak niestety bez takiego źródła (będącego na miejscu) tak jak ty, nie da rady.
    Tak więc czasem nie rezygnuj z pisania bo ja się załamię!
    Szwajcaria to jedno z tych miejsc do których strasznie chciałabym wyjechać, a nie mogę bo los spycha mnie zawsze gdzieś obok, czy to Francja, Włochy, Austria… Może w końcu mi się uda.

    Pozdrawiam Cię serdecznie ^^

  9. ~Izabela pisze:

    Genialne miejsce! Jestem pod ogromnym wrażeniem! Mieszkam w Szwajcarii przeszło dziesięć lat. Tematyka bloga jest mi bliska i po części znajoma i bardzo fajnie czyta mi się wszystkie wpisy. Imponujące jest to, że bez względu na poruszany temat, tekst jest zawsze lekki, dobrze się go czyta. Imponujesz mi również wiedzą, wszelaką. Mam też pytanie osobiste… Myślisz, że fakt iż masz przy boku rodowitego mieszkańca tego kraju, ułatwił Ci odnalezienie się tutaj? Ja przyjechałam tu za mężem, firma go wydelegowała, było mi bardzo ciężko. Nadal często jest mi ciężko. A Ty sprawiasz wrażenie, jakbyś szybko, dobrze się tu poczuła. Nie będę wymieniała swojego męża na szwajcarski model, ale tak się zastanawiam, czy to coś ułatwia. Chociaż prawdopodobnie najwięcej zależy od predyspozycji psychicznych. Mnie się wydaje, że ja na emigrantkę się nie nadaję. Czytając Twoje posty, czuję się jakoś dziwnie bliżej tego kraju, ale o dziwo także Polski. Nie wiem jak to opisać – chyba dobrze jest trafić na coś swojskiego, mentalnie bliskiego. Piszesz naprawdę genialnie. Wielki ukłon! Pozdrawiam. :)

    • Jo pisze:

      Dzięki, Iza! Wcale nie jest lekko i zupełnie nie czuję się zasymilowana. Faktem jest, że najlepiej się tutaj czuję w towarzystwie koleżanek imigrantek z Polski :) Tak naprawdę nigdy nie zaprzyjaźniłam się ze znajomymi Steva, mimo, że wielu z nich lubię. Przyznaję, że bardzo lubię tutaj pogodę – jest o wiele więcej słońca niż w Polsce. Czasami czuję się tutaj naprawdę zdołowana i chyba co tydzień powtarzam, że już się pakuję i wracam do Polski. I wtedy staram się pisać nie o sobie tylko np. o polityce, czy społeczeństwie, bo pisanie jest dla mnie w jakiś sposób lekarstwem. Jakbym pisała „Tak jest mi tu źle” to by się to szybko zamieniło z lekarstwa w truciznę.
      A szwajcarski chłopak z jednej strony ułatwia, bo w jakiś sposób wciąga w te wszystkie szwajcarskie sprawy, a z drugiej strony utrudnia – wiadomo, że jak przyjdzie do załatwienia jakiejś rzeczy w urzędzie, to on się za to zabierze, co mnie w jakiś sposób izoluje i nie pozwala się zmierzyć z rzeczywistością „twarzą w twarz”.
      Na pewno ważne jest, żeby jak się tutaj jest, żeby pracować. Nawet jeśli jest to godzina dziennie, lub dwa dni w tygodniu, nawet jeśli jest to jakaś mała „side job”.

  10. ~Madzia pisze:

    Jestem fanką Twojego Bloga!!! Od kilku miesięcy mieszkam w Szwajcarii a na Szwajcarskie Blabliblu znajduję wiele odpowiedzi na dręczące mnie pytania
    DZIEKUJE :)

  11. ~Luiza pisze:

    Witaj! Fantastycznie piszesz. Blog jest bardzo interesujący i wielce edukacyjny. A co byś poradziła kobiecie, czyli mnie, która przed czterdziestką postanowiła zostawić stałą państwową posadę w Polsce i przyjechać do Szwajcarii i tutaj pracować znając zaledwie mało popularny język angielski? Ten kraj bardzo mnie ciekawi i ujmuje, ale może „rujnuje sobie życie”?

    • Jo pisze:

      Luiza, „follow your heart”! Tylko oczywiście bardzo dobrze wszystko zaplanuj wcześniej, Szwajcaria „nie lubi” spontanicznych decyzji;) Nastaw się na to, że przez jakiś czas będziesz pracować niezgodnie ze swoimi kwalifikacjami. I staraj się nie czuć przez to gorsza, tylko potraktuj to jako część szwajcarskiej przygody!

      • ~Luiza pisze:

        Świetna rada! Będę się jej trzymać. Prawdą jest jednak, iż trudno się podejmuje decyzje o porzuceniu rzeczy stałych i pewnych, dających poczucie bezpieczeństwa, gdy logika i poczucie permanentnej odpowiedzialności kierowało dotąd naszym życiem. Nie jest to jednak rzecz niewykonalna. Pokładam wielkie nadzieje w moim sercu, którego uczę się nareszcie słuchać. Jednak lepiej późno … Dziękuję!

  12. ~Agnieszka pisze:

    Za niedługo przeprowadzam sie z moja całą rodzinką w postaci meza, syna i corki do lub w okolice Lausanne. Mialam to szczescie i znalazlam w sieci Twojego fantastycznego bloga

  13. ~Joanna pisze:

    Naprawde swietny blog. Czyta sie lekko i informacje sa naprawde ciekawe, takze dla osoby ktora tutaj mieszka 10 lat jak ja, ale takze dla emigrantow i nie czujacych sie emigrantami w innych krajach, bo problematyka zagadnien jest ta sama. Naprawde gratuluje i chetnie podziele sie informacja o nim ze znajomymi :-)

  14. ~L. pisze:

    Super blog! Jesteśmy w Szwajcarii od ponad roku. Dla odmiany mnie firma wydelegowała (w sumie to dostałam bilet w jedną stronę) i przenieśliśmy się w okolice Berna. Uczenie się wszystkiego od nowa + niemieckiego, odkrywanie szwajcarskich systemów edukacji i opieki nad dziećmi i tym podobne przygody oraz odkrywanie tego kraju i kultury jest jak na razie naszym największym rodzinnym przedsięwzięciem! Twój blog odkryłam w zeszłym tygodniu i bardzo mi się podoba to jak piszesz i co opisujesz. Szczególnie ostatnie wpisy o dzieciach trzeciej kultury i ich wielojęzyczności… Przerabiamy temat niejako na żywo. Pozostanę fanką.

  15. ~emona pisze:

    Cześć!
    Przeszukiwanie achriwum w wersji wcześniejszej – o niebo lepsze…

    • Jo pisze:

      Naprawdę? A wydawało mi się, że tak jest lepiej. Hmmm… W takim razie zostawię jeszcze na kilka dni i podumam, popytam znajomych, co sądzą i jakby co, zmienię…
      Tak najogólniej w świecie uważam, że te wszystkie dziwne funkcje są mało użyteczne i jeśli ktoś chce znaleźć artykuł na konkretny temat, to ma problem. Wiem o tym, bo jeśli chcę sama poczytać, co własnoręcznie napisałam na dany temat jakiś czas temu, to mam prawdziwe problemy ze znalezieniem…

    • Jo pisze:

      No i wróciłam do wersji wcześniejszej :D

  16. ~balwanek pisze:

    Cześć, pozdrowienia z Lozanny! Piszesz ciekawie i całościowo w odróżnieniu do wypowiedzi na szwajcarskich forach.

    Mieszkam w Lozannie dopiero kilka miesięcy, potwierdzam specyficzne problemy z wynajmem i tutejszymi zwyczajami, ale to co najbardziej żuca mi się w oczy to ‚specyficzne zacofanie’ w stosnuku do życia w polskich miastach. Zycie w Lozannie wygląda jak w Toruniu, Pile, Częstochowie czy innym polskim miasteczku, a może nawet gożej, w sumie nie wiem ponieważ ostatnie 15 lat mieszkałem w stolicy. Dlaczego użyłem terminu ‚zacofanie’? OK, więc do dzieła: pamiętacie jak w pl trzeba było płacić minimum 50zł za byle abonament komórkowy, a z nielimitowanym internetem 150 i więcej? Tak, tu nadal tak jest, tyle, że płaci się +150CHF… Pamiętacie jak zwalnialiście się z pracy aby coś kupić, załatwić, przyjąć kuriera? Taa, tu po 18 możesz jedynie iść do knajpy na piwo bo nic już nie załatwisz… a i zapomnij o odłożeniu prywatnych spraw na weekend, tutaj w weekend nikt nie pracuje. W sobotę jedynie są czynne niektóre sklepy ale nie do 18 jak w tygodniu. Jak już jesteśmy przy zakupach, zapomnij że znajdziesz tu wielkie sklepy w których mają towar na miejscu, który możesz obejrzeć, dotknąć i zastanowić się czy kupić czy nie, heh, tak naprawdę większości technicznych gadżetów nie da się tu kupić (albo będą sprowadzone za niewiarygodne pieniądze) więc wszelkie zakupy na amazon.de. No dobra, sprawy organizacyjno materialne to nie wszystko, do szczęścia potrzeba jeszcze sportu, kultury i rekreacji. Buuu, ilość obiektów sportowych w Lozannie jest bardzo mała i jak już się na coś zdecydujesz to musisz się liczyć ze słonym abonamentem. Ach kochany Benifit, Multisport, Ok-System… aż się łezka w oku kręci. Co do kultury, jak nie znasz francuskiego, tak jak ja, to masz żaden wybór. Dobra, może już wystarczy ;)

    Ok, więc co ja tu jeszcze robię i jak się tu znalazłem? Przyjechałem tu z przypadku, chyba kryzys wieku średniego, nie chciało mi się już spinać pośladków nad kolejnym mega ważnym projektem od którego świat się może zawalić a bynajmniej mój szef, jego rodzina, kot i pies, wszyscy dostaną zawału jak się nie uda. Rozważałem wyjazd na kilka lat na wieś, bez pracy, bez sensu, byle nie myśleć już o niczym, nigdzie się nie spieszyć, pić piwo i buszować w internecie… i tak przyszła do mnie w odpowiednim momencie oferta wakacji, ekhmm, pracy w Lozannie, na stanowisku bez odpowiedzialności, takim dla świeżo upieczonego absolwenta uniwerku, ale za to za mniej więcej takie same pieniądze, więc jestem tu, obijam się i często śmieję się w duchu z zacofania tutejszego społeczeństwa. Jak mi się zacznie naprawdę nudzić to wrócę do tematu wyjazdu na polską wieś, nie jakąś tam szwajcarską Lozannę :)

    Pozdrawiam!

    • Jo pisze:

      Hahahah, dzięki Bałwanek za ten wpis, tak ponuro na zewnątrz, a ja się konkretnie uśmiałam! Ja też zrezygnowałam z „kariery” w Polsce w imię przygody w Szwajcarii :D
      Mam bardzo podobne spostrzeżenia. Dodam (tak po kobiecemu), że w Szwajcarii brakuje galerii handlowych! Wiem, że to zabrzmi jak rodem z serialu brazylijskiego, ale nie cierpię łazić po całej Lozannie w poszukiwaniu głupich butów. Wolałabym mieć wszystkie sklepy w jednym miejscu.
      Pozdrawiam serdecznie!

      • ~balwanek pisze:

        Rozumiem potrzeby ;) Straciłem właśnie prawie całą sobotę na ‚polowaniu’ za zwykłymi rzeczami, ale się naaałaziłem i naaastałem w kolejce do obsługi tu i tam – zimniejsza pora się zbliża a ja nie jestem jeszcze przygotowany logistycznie. Hmm, nie zakładałem, że spędzę tu dłużej niż lato ;) Po kilku godzinach, tak około 13tej, poszukałem ‚baru mlecznego’ i z pełnym żołądkiem mnie oświeciło – a olać to wszystko, jak mam tu tyle czasu stracić na szukaniu, najczęściej z mizernym skutkiem, na dodatek przepłacić za wszystko to wolę wyskoczyć na weekend do wawki :) Kupiłem już bilety! Niemal od samego początku pobytu tutaj dopisywałem do listy ‚do przywiezienia z pl’ drobiazgi, błachostki najczęściej warte kilka złotych, które tutaj niewiadomo dlaczego kosztują nagle od 10CHF… jak tak popatrzyłem na tą listę to swobodnie wychodzi już ok 600 CHF oszczędności… tak, tak… niewiarygodne ile są warte te ‚nic nie warte’ drobiazgi. 300 CHF za bilety jest więc niespodziewanie wielką okazją, i nareszczie będę mógł wybrać się ‚na miasto’, hehee
        Pozdrawiam!

    • ~meówa pisze:

      Uśmiałam się z Twojego luźnego wpisu, fajny dobór słów, widzisz ja się tam wybieram lecz przeraża mnie myśl na temat załatwienia formalności które wymagają bardzo dobrej znajomości języka a ja nauczyłam się go troszkę ze słuchu jeżdżąc przez pięć lat na sześciomiesięczne prace w pole. Co prawda radziłam sobie w miarę z językiem, ale rozmawiać w polu z francuzami, a z urzędnikami, czy wynajemcą mieszkania to ogromna różnica. Ciekawa jestem czy zostałeś w Szwajcarii, czy wróciłeś do polski? Jeśli zostałeś może byś miał ochotę mi pomóc, na początek zahaczyć się tam na miejscu? Pisałeś że się nudzisz…:-D

  17. ~Luli pisze:

    super blog. : )

  18. ~Marta pisze:

    Wpadlam na Twojego bloga zupelnie przypadkowo i …wsiaklam!
    Mimo ze mieszkam w sasiedniej Francji a do Szwajcarskiej genewy mam wlasciwie piec minut to wielu z aspektow zycia w tym „raju” nie znalam.W dodatku opisane sa w tak lekki i przystepny sposob ze …no po prostu nie moge przejsc obojetnie.Dziekuje za te lekcje o „szwajcarii” i za Twoje poczucie humoru!Pozdrawiam z przygrancznej Francji

  19. ~Ciekawa pisze:

    Witam,
    czy chciałabym się dowiedzieć jak po francusku napisać wyrażenie „lepsze życie”.

    Bardzo mi zależy z góry dziękuję za odpowiedź:)

  20. ~Domatosia pisze:

    Witaj;) chciałam zajrzeć tylko na chwileczkę, ale nie mogłam się oderwać…;p przeczytałam dziś chyba z 70 wpisów i chyba podbiłam ci licznik wizyt;p świetny blog! Jeszcze nie wiem czy z Drugą Połówką wybierzemy się do tego pięknego kraju, ale bloga będę śledzić;) Pozdrawiam z Krakowa!;)

  21. ~-mrówa pisze:

    Witam, szukałam informacji na temat życia w Szwajcarii i trafiłam tu, wprost do Ciebie. Od kilku dni czytam i mogę stwierdzić, że ciężko się oderwać od Twoich wpisów!!! Bardzo przydatne informacje za które dziękuję.

  22. ~Wal pisze:

    Ca va ! …eee lepiej będzie Witam !
    …jak pewnie wielu innych, wpadłem tu na chwilę a mówiąc ściślej wczoraj (07.10.) i stwierdziłem że ilość peanów pod adresem jest…. zasłużona ! Zmęczyłem kilka artykułów z różnych tematów ,podanych lekką ręką z odrobiną humoru, o innych przymiotnikach nie będę tu wspominał . Na pewno będę pilnie śledził (lub makrelił) niniejszy blog i autorkę . Przy okazji przeglądałem kilka innych podobnych blogów,vlogów czy jak je tam zwał, większość z nich jest miałka , infantylna prowadzona przez ludzi którzy mają problemy z budową zdań po polsku… choć są „wyżej” wyedukowani ;) …jakiś przedmówca wzmiankował coś o słomie z butów… tych rzeczy na szczęście tutaj nie zauważyłem ( chyba że przeoczyłem bo nie wszystko „zdążałem” przejrzeć ) Jakby co to powiadomię :)
    Pozdrawiam i jeszcze się odezwę

  23. ~Aki pisze:

    Mam pytanie: zetknęłaś się może ze szwajcarską legendą o uchu, które umiało marzyć? Woojek Googiel nic na ten temat nie słyszał (ani po niemiecku, ani po francusku.

    A tak w ogóle – fajny blog.

  24. ~JaMajka pisze:

    Dzień dobry :) może mi ktoś odpowiedzieć na pytanie : jak można zinterpretować fakt podarowania przez szwajcara dużego dzwonu ? takiego jak w legendzie o Trychelu ? można to jakoś wytłumaczyć w końcu to dzwon dla krów w wersji Exclusive ?

  25. ~Gajdzia pisze:

    Hallo Jo :) piszę tu i mam nadzieję, że o borze zielony, masz Ty jakieś powiadomienia, że się nowy koment pojawił i, że mój nie weźmie i nie pójdzie sobie gdzieś w siną dal internetu, żeby się tak błąkać jak dusza przeklęta… Jesssuuu ale pitolę wybacz to chyba z tremy :) bo jakoś tak mi zależy żebyś ten mój wypocin przeczytała….no, bo tego, do rzeczy, prawda :) bo się o to rozchodzi, że ja właśnie za 2 tygodnie się przeprowadzam do Szwajcarzewa iiii.. no wiem, wiem wielki mi qfa halo ludzie ciągle się gdzieś przeprowadzają…kurde może, ale nie jaaaa, a tu nagle kurna ja ja :) po 41 lata życia w Kraku mieście moim ukochanym w którym się urodziłam i w którym, myślałam przez 40 lat, że umrę w okolicach jakiejś sympatycznej setuchny czy coś… a tu ci nagle taki numer, że szast prast serce zwariowało i do szwajcara poleciało :) no i co pani zrobisz jak nic pani nie zrobisz! więc się wyprowadzam…. matko kochana… ja się naprawdę qfa przeprowadzam!!!! Do kantonu Solothurn!! Jestem, mówiąc krótko, z góry przepraszając za wyrazy, po-sra-na!! Trafiłam na Twój blog nie przypadkiem szukając wszystkiego o polakach w Szwajcarii… i Ci powiem, Kochana, że dzięki Twojemu blogowi jakoś tak się… no nie wiem, nie, że mniej boję ale, jakoś tak lepiej mi się ten mój bandżaj pakuje i myśli o rychłej perspektywie mieszkania w Sz. Pisz proszę!! Bo Cię chłonę jak kania dżdża :) pozwolę sobie, Ci się tu, rozumiesz wywewnętrzać, traktując to jako autoszczepionkę na lęki i straszki związane z tą zmianą :) :) No, to tego, to ja Ci bardzo ale to bardzo dziękuję za tego bloga!!! Ech dobra na dziś koniec nadawania. Buźka :) – Anna

    • Jo pisze:

      Hej Ania! Twój komentarz bardzo odpowiada mojemu obecnemu stanowi ducha (trashy, trashy :D)
      Mówisz, że do Solothurn jedziesz? aaaaaaa, to kapota hehehehe, bój się! (Nie, nie ma co się bać, ale tam mówią po niemieeeeeecku! I to z akcentem! :P)
      Będzie dobrze, jak będziesz wymiękać, to wybierz się na wycieczkę do Morges do mnie na kawę i pociechę :)
      Ja ostatnio mam jakąś dziwną przerwę inspiracyjno – szwajcarską, bo zabrałam się za pisanie książki i w mojej głowie jestem bynajmniej nie w Szwajcarii :D Ale pamiętam o blogu (czasami jak mnie dopadną wyrzuty sumienia). Trzymam kciuki!

  26. ~Anka pisze:

    Witaj!
    Fajny blog (ale to już zapewne wiesz) . Czeka mnie ta decyzja , jechać nie jechać ? Moja połów już od pół roku grzeje miejsce w Zurichu.
    Może stworzysz takie małe forum?
    Pozdrawiam Wszystkich odważnych i mniej ..
    a Tobie dziękuję za te fajne słowa tu pozostawione.

    ANKA

    • Jo pisze:

      Cześć Ania! Jedź! Lepiej żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że się nie zrobiło, jak mówi Mistrz Yoda ahahah na fanpejdżu na fb zebrało się fajne grono, które zawsze pomaga sobie :)

  27. ~Aga pisze:

    Witaj!
    Czytam Twój blog od jakiegoś czasu , naprawdę jest rewelacyjny dla osób chcących dowiedzieć się czegoś o Szwajcarii czy mieszkańcach. Czytając tego bloga mam uczucie jakoby zachowania szwajcarów czy „mentalność” nie są mi obce i chyba odnalazłabym się w tym kraju. Z nutką zazdrości słucham i czytam o polakach już będących na miejscu w Szwajcarii ponieważ mi od dłuższego czasu marzy się wyjazd i praca- jakakolwiek. d trzech lat jestem po rozwodzie z 18 letnią córką bez szans i możliwości na własne mieszkanie czy pracę w kraju (edukowałam córkę w edukacji pozaszkolnej tzw. HomeSchooling). U nas takie doświadczenie i praca nie jest pracą. Brak doświadczenia zawodowego nie ułatwia mi znalezienia pracy. Nie mam dużych wymagań, właściwie prawie żadnych. Najlepiej czułabym się w Celo w ekoszwajcarskiej wiosce. Byłabym bardzo wdzięczna i szczęśliwa za jakąkolwiek pomoc znalezienia się w Szwajcarii, przynajmniej na prace sezonowe na początek. Pozdrawiam ciepło ze słonecznej dziś Warszawy.

    • Jo pisze:

      Cześć Aga! Napisałam na priv!

      • ~Aga pisze:

        Przepraszam Cię, nie odebrałam tej wiadomości, właściwie odpowiedzi od Ciebie. Gdybym mogła prosić o odpowiedź pod tą informacją jawną.

        • Jo pisze:

          Przeszukaj sobie może skrzynkę spamową :)
          Pracy w Szwajcarii polecam szukać już z Polski, ponieważ w Szwajcarii, żeby wynająć mieszkanie, trzeba mieć pozwolenie i pracę. Bez tego pozostają właściwie tylko znajomi, rodzina lub koszmarnie drogie hotele / airbnb / hostele / schroniska młodzieżowe. Na szukanie pracy bez pozwolenia obywatele EU mają tylko 3 miesiące. To mało lub dużo, w zależności od tego, co potrafisz, jakie masz doświadczenie, czy znasz język kantonu itd.
          Niestety nie mam żadnych namiarów na pracę… Czasami pojawiają się oferty na facebooku w grupach Polacy w Szwajcarii, Szwajcaria oczami Polaków, Polonia w Szwajcarii i w grupach poszczególnych miast / regionów Szwajcarii.
          Trzymam kciuki, żeby się udało!

          • ~Aga pisze:

            Bardzo Ci dziękuję za czas i informację. Naświetliła mi się nieco „droga” w kierunku Szwajcarii i zdecydowanie łatwiej będzie mi zacząć. Jeśli chciałabyś porozmawiać, zapytać o coś – mieszkam jeszcze w Warszawie – pisz. Życzę powodzenia i radości z pobytu w miejscu w którym jesteś.

          • Jo pisze:

            Dziękuję, Agnieszka :D
            Jakbyś miała dla mnie jakąś fajną historię emigracyjną do opowiedzenia, to zapraszam do kontaktu!

  28. ~Agnieszka pisze:

    Witaj!
    Bloga zaczelam czytac jak przeprowadzilismy sie do Belgii ale czesci francusko jezycznej, czyli jakies 10 miesiecy temu. Moja historia ze Szwajcaria zaczela sie latem 2002 Roku, zawitalam tak jak ty do czesci francusko jezycznej najpierw do Genewy, pozniej do Rolle, w 2012 przeprowadzilam sie do niemiecko jezycznej. Czesc wloska tylko wizytowalam. Mieszkajac w niemiecko jezycznej czesci Szwjacarii nie uczylismy sie niemieckiego nie mniej jednak po 4 latach odnosilam wrazenie iz rozumiem to co mowia a jak dla nas brzmial dziwnie typowy niemiecki.
    Twoje pioro jest lekkie I z humorem bardzo lubie czytac. Sama zaluje iz nie mam lekkosci pisania.
    Musze przyznac iz w trakcie moich podrozy zaobserwowalm iz Szwajcarzy, Belgowie I Kandyjczycy daza siebie ogromna przychylnoscia jako tych krajow ktore maja kilka jezykow wiecej. Teraz mieszkajac w Belgii obserwuje analogie do francusko jezycznej Szwajcarii, znow ta flamandzka czesc Belgii jawi mi sie jako niemiecko jezyczna czesc Szwajcarii. Po przeprowdzce do Belgii zauwazylimy u siebie ogromne zeszwacarscenie jesli to mozliwe. Pozdrawiam z deszcowego Liege. Karamba
    Od czasu do czasu dorzucam cos od siebie w komentarzach.

    • Jo pisze:

      Karrramba! Belgia, powiadasz? No, wybuchowo, wybuchowo, nie powiem :D Pozdrawiam z bardzo upalnego Morges!

    • ~prz_ pisze:

      Post Agnieszki zainspirował mnie do podania Ci Jo… inspiracji ;) Chętnie poczytałbym coś o stosunku Szwajcarów do innych języków oficjalnych (nieojczystych) w ich kraju, dlaczego się ich uczą tudzież nie uczą. No i co o nich myślą i o tym podziale językowym w ogóle. Trzeba przyznać, że ta sytuacja dla przyzwyczajonych do nie dość, że jednego, to na większości terenów bardzo zunifikowanego i ze zminimalizowanym wpływem dialektów, języka narodowego, jest trochę ciężka do pojęcia – jak to, nie znać języka oficjalnego swojego kraju? (Z drugiej strony – ilu Polaków NIE jest w stanie nic powiedzieć ani po kaszubsku, ani po śląsku? Ja się biję w pierś, ale mocne postanowienie poprawy jest powoli wdrażane w życie – jakiś czas temu kupiłem sobie „Żôłti kam” – jedną z nielicznych powieści po kaszubsku – a za jakiś czas planuję kupić prawdopodobnie jedyny istniejący kryminał po śląsku ;) Tylko pewnie na obie książki znajdę czas dopiero gdzieś na początku 2017 roku…)

      • Jo pisze:

        Haaaa! dobry temat, tutaj w mediach przewijał się nie raz i nie dwa razy. Na pewno będę musiała go poruszyć.
        A jeśli chodzi o uczenie się dialektów i języków mniejszości – nie wszyscy są takimi freakami jak Ty :D No offence, uwielbiam takich freaków, bez nich życie byłoby nudne!

        • ~prz_ pisze:

          Oj tam, przeczytanie jednej książki to nie nauka. Po odpowiedniej „wprawce” wszyscy Słowianie są w stanie czytać książki we wszystkich językach słowiańskich i coś tam zrozumieć.
          Problem się zaczyna wtedy, gdy faktycznie trzeba się ich uczyć, a już wtedy, gdy dochodzi się do gramatyki opisowej języków słowiańskich (brrr! Nie polecam :P )

Odpowiedz na „~JaMajkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Facebook